
źródło: link
Mamy za sobą super ciekawy tydzień w metalach szlachetnych zwłaszcza, że okraszony deklaracjami FED’u wskazującymi na pompowanie do oporu, cóż później będzie większy huk, ale teraz ma rosnąć, co się da ma rosnąć. W kraju ACTA, gdzie polski rząd cichcem pod płaszczykiem ochrony praw autorskich wprowadza cenzurę internetu. Całość pod dyktando korporacji i pod bezpośrednim nadzorem ambasady USA, ładnie sprawdzającej kto i jak głosował, ale dla naszych Czytelników nowości chyba nie ma, już pisaliśmy o wasalnej roli Polski. Jednak tym razem nie napiszę o żadnym z tych bardzo ciekawych tematów, choć złotu definitywnie się wpis należy, co zamierzam wkrótce nadrobić. Tym razem napiszemy o największym przekręcie i najbardziej bezlitosnym wykorzystaniu Polaków ubiegłej dekady, czyli bańka na rynku nieruchomości – przemyślenia własne.
Od jakiegoś czasu rozglądam się za większym mieszkaniem, tym tematem podzieliłem się z jedną osobą, z którą koresponduję, która to niezwykle uprzejmie zapytała, czy rzeczywiście uważam że jest już krew na ulicach? Fakt, wówczas, gdy jest krew na ulicach czas na kupowanie jest najodpowiedniejszy, a krwi jeszcze u nas nie ma, choć karty już są rozdane i wiadomo, kto i w jakiej pozycji będzie płakał. Jak to w życiu bywa, nie jesteśmy sami i tematem zajmuję się już teraz, gdyż czekając na krew na ulicach wcześniej mogę mieć swoją krew na podłodze:)
Bezmyślność i otumanienie Polaków, które miało miejsce w końcówce poprzedniej dekady jest tak dramatyczne, że wszystkie jego objawy powodują u mnie niemal odruch wymiotny. Oto, setki tysięcy zapakowały się w kredyty niemal bez udziału własnego i to kredyty w walutach obcych, bo pośrednicy mieli od nich największe prowizje. Kredyty denominowane w walutach obcych w cywilizowanych krajach mają udział w rynku nie przekraczający dziesiątych części procenta, ale u nas w kraju nad Wisłą, gdzie każdy jest przecież mistrzem Forex’u to produkt dla pospólstwa, tak pospólstwa – ludzi nie mających o tym zielonego pojęcia. Każdy pracujący w większej firmie lub instytucji w dużym mieście, w pakiecie pracowniczym ma codzienne słuchanie lemingów, które to na onetowym poziomie dywagują czy CHF tudzież EUR pójdzie w górę, czy też w dół.
źródło: link
Głębia ich argumentacji i znajomość rynku powinna być przyczynkiem do potrojonego dodatku szkodliwego do wynagrodzenia. Osoby wiedzącej co to jest choćby… podaż pieniądza nie uświadczysz, ale każdy swoje wie, bo mu przecież doradca powiedział, że tak jest najlepiej. Mamy zatem tłumy lemingów ubranych w mini ratki, którzy to pakowali mieszkania po każdych cenach, a w szczycie ustawiali się w komitetach kolejkowych, żeby zapłacić 8 tys. za metr na wizualizacji. Jak im się mówi, że w przypadku spadku wartości mieszkania i braku przedstawienia przez nich dodatkowego zabezpieczenia, bank (faktyczny właściciel mieszkania) może zażądać spłaty kredytu w terminie paru tygodni, to krzyczą, że kłamstwo, nieruchomości nie tanieją itp. Proponuję spojrzeć na ceny nieruchomości w Japonii, gdzie te spadają już od 20 lat. Nikt z nich oczywiście na oczy nie widział żadnych wzorów pozwalających określić czy cena mieszkania nie jest przewartościowana w stosunku do kosztów najmu czy też średnich zarobków. Nigdy, ale to nigdy nie spotkałem szczęśliwego nabywcy mieszkania, który odpowiedział, że sobie policzył opłacalność zakupu mieszkania w stosunku do wynajmu, choć wzory te nie są skomplikowane (polecam Patric.net, trzeba trochę poszperać). Zwyczajnie wieść gminna niesie, że nie można płacić innym za wynajmowane mieszkania, bo pieniądze idą jak psu w du…, a rata to zawsze spłaca już „twoje” stąd prosty wniosek, że mieszkania należy kupować po każdej cenie, nawet jakby miał je spłacić dopiero wnuk zaciągającego kredyt. My w Polsce będziemy mieli niejednokrotnie sytuację, że kredyt będą spłacały zapewne dzieci – współczesna forma niewolnictwa bez obroży. W ten oto sposób doszliśmy do ściany i sytuacji, w której za średnią pensję można było kupić w niektórych miastach (w tym w stolicy) 1/4 metra kwadratowego, gdy na ten przykład w cywilizowanych krajach można było kupić blisko 1-2,5 metry za miesięczne średnie wynagrodzenie w danym mieście. Wykresy NBP na których czysty zysk dewelopera na metrze to ponad połowa ceny metra lemingów nie przekonały. Nie ma się czemu dziwić leming czyta Gazetę Wyborczą, ogląda TVN a nie jakieś tam nudne raporty NBP. W telewizji widział tłuczek dyskusję ekspertów, był pan z biura nieruchomości oraz dwie panie, z pośrednictwa finansowego i mówili, że tylko w górę, to ładujemy pod korek i basta. Cóż z tego, że to ludzie, którzy są zainteresowani wzrostami lub przekupne dziennikarzyny (najbardziej szmatława profesja jaką znam), a połowa tego towarzystwa 2 lata temu robiła w call-center (pozdrowienia dla Pani Oli Sz), a dziś występują jako eksperci telewizyjni. Leming sam nie myśli, dostał jednoznaczny przekaz i wio do przodu. W efekcie Polska doczekała się nawet swojego linka na anglojęzycznej wikipedii pod hasłem Real estate bubble.
Kierunek jest już tylko jeden, choć państwo uznało, że w interesie deweloperów wprowadzi program sztucznie utrzymujący ceny mieszkań na zawyżonych poziomach, bez którego te by spadły. Państwo jednak zmierza w kierunku Węgier i stać je na co raz mniej, program wygasza. Już największe tłuki zorientowały się, że wiadomość na lekcjach geografii z lat 80-tych o rosnącej urbanizacji jest w sumie prawdziwa, tylko co z tego skoro jedynym polskim (powyżej 0,5 mln) miastem z wyraźnie rosnącą liczbą ludności jest Warszawa (reszcie przeważnie spada i to w całej Europie), a sama migracja to głównie ucieczka za granice. Nieszczęsna zaś Polska wyludnia się, aż smutno na to patrzeć. Leming jednak twierdzi, że się nie wyludnia, bo pamięta, że w reklamie Daewoo było, że kraj przecie 40-milionowy! Zasada jaką można zaobserwować, to taka, że jeśli tylko Polak dostanie kredyt to zapakuje pod korek, z opóźnieniem ale jednak KNF zareagowała i te źródło kapitału właśnie wysycha. W efekcie mamy osiedla z mieszkaniami wartymi po 0,5 mln PLN, a pośród nich największy interes to sklepy, początkowo stawiano Piotra i Pawła, czy Almę, dziś króluje Lidl i Biedronka, w których to tłumnie stają milionerzy z okolicznych bloków.
Panie, zatem kiedy ta krew na ulicach, cóż z tego, że nie ma jednak cen jak w Madrycie (hasło naganiaczy), za to są jak w Berlinie i prawie jak w Wiedniu, gdzie ta krew? Krwi jeszcze nie ma, nawis podaży mieszkań w dużych miastach rośnie, liczba umoczonych jelonków również, ale jeszcze trzeba poczekać. Wkrótce kolejne podwyżki wszystkiego co tylko jest możliwe, wkrótce rozwinie się podpieprzanie paliwa z baków samochodów na parkingach, a „prosperity” rozlewa się przecież po Europie. Kupujący się skończyli, zwłaszcza, że wyż demograficzny już ubrany w mieszkania. Przecież to wszystko było z kredytu, a Ci, którzy mieli pieniądze najczęściej mieli je… ze sprzedaży mieszkań, tym z kredytem. Sam obserwowałem jak zmieniają się ceny konkretnych pseudo-apartamentów wraz z upływem czasu, zaczynamy (w tys. pln) 9,3-8,6 (2009), 8,4 (2010), 7,6 (2011), kolejni żeby sprzedać robią tak samo, tylko, że zaczynają już z niższych pułapów. Mamy już pierwsze skowronki, np. mieszkanka kupione w 2007-2008 i wybudowane w 2009, które to dziś są powystawiane w serwisach i widnieją tam niewykończone w stanie deweloperskim. Oczywiście są wystawione typowo 1-2 tys. PLN na metrze taniej niż były kupione, mini ratka rośnie, czynsz trzeba płacić, a ceny mieszkań spadają – zły sen leminga. Przyznam, że wydawało mi się, że jedno z tego typu mieszkań na rynku wtórnym wkrótce kupię, nie doceniłem jednak głupoty człowieka, który je wystawił. Sam będąc w opłakanej sytuacji i obniżając cenę co 1-2 miesiące podpisał umowę z pośrednikami na wyłączność, ci zaś bezlitośnie go wykorzystują i żądają od kupującego prowizji i to jeszcze bardzo wysokiej. Dodam, że dodatkowej prowizji, bo prowizja dla sprzedającego jest już w cenie. Leming traci w ten sposób część zainteresowanych, a życie kopie go mocniej w tyłek, pomysłu z wyłącznością przy sprzedaży serdecznie gratuluję. Głupich mi jednak nie szkoda.
A teraz po komentarzach policzymy sobie Czytelników z mini-ratką na >90% LTV od 7k za metr w górę.







Gdzie do jasnej cholery jest Ron Paul? Gdzie do jasnej cholery jest kilkadziesiąt procent głosów? Dlaczego nie publikuje się zdjęcia kandydata z drugą liczbą zebranych głosów jednocześnie publikując margines błędu +/- 4,4%? Taki skandalicznej manipulacji nie widziałem dawno i to jeszcze u pajaców z dumą określających siebie jako kolebkę i strażnika demokracji. To nie jest grafika jakiejś gazetki studenckiej to CBS (my mamy TVN), które jak widzi już chyba każdy z mózgiem większym od gekona jest ośrodkiem manipulacji i sterowania bezmyślnymi masami. W tym całym żałosnym systemie najlepsze jest chyba to, że tłumy są przekonane, że rządzą!, że mają wpływ na to co się dzieje i co najśmieszniejsze, że wybierają polityków u władzy hahaha. Ten system dla prawdziwych rządzących to istne dobrodziejstwo. Nie ma się co oszukiwać wśród ludzi tłuków jest zawsze wielokrotnie więcej niż mądrych, stąd za mówienie, że społeczeństwem manipulują media, które ktoś tam trzyma na smyczy można w najlepszym razie zostać wyśmianym. Ba, przecież większość wie najlepiej, znakomity system. Niech mi ktoś teraz powie, że wybory nie są wygrywane przez tych, których buźkę najczęściej w pozytywnym świetle pokaże się tłukom za pośrednictwem telepatrzydła lub innego urządzenia sterującego tłukami.