OFE czy ZUS, czyli jak stracimy naszą kasę

źródło: link

Wygląda na to, że w okolicach początku roku 2014 będziemy mieli wybór, cóż może to nie najlepsze określenie, poprawiam, będziemy mieli możliwość zatrzymania przerzucenia naszych oszczędności z OFE do ZUS. Chwila nieuwagi, czyli brak sprzeciwu i pieniążki pójdą do ZUS (to na razie jedna z opcji, ale widać spodobała się rządzącym). Sprawa jest prosta, budżet jest w tak głębokich tarapatach, że nie jest w stanie udźwignąć już dotowania ZUS będącego na stałej kroplówce z kasy państwa. Aby domek z kart nie rozleciał się już w przyszłym roku, a trochę później trzeba buchnąć kasę z OFE, co przyniesie krótkookresową ulgę budżetowi (ulga się skończy, jak rozda kasę z OFE na wypłatę bieżących świadczeń). Ogólnie bardzo zależy mi na opinii Czytelników, więc chciałbym abyście, zanim dojdziecie do końca tekstu, rozszerzyli sobie temat, jeśli tego jeszcze nie zrobiliście – do tego celu polecam tekst Prof. Rybińskiego Co zrobić, pozostać w OFE czy przejść do ZUS? .Pan Profesor jest świetnym blogerem i doskonale posiadł umiejętność trafnego i ciekawego porozumiewania się z szerokim gronem odbiorców, tekst warty polecenia. Swoją drogą muszę się zmobilizować do polemiki z jego wpisem o zakupie dla Polski okrętów podwodnych, gdyż tu zdarza mu się zajmować błędne stanowisko – muszę pamiętać o tym wpisie.

Do rzeczy OFE są już trupem, OFE nie będzie, rząd w taki sposób przeprowadzi „wybór”, gdzie chcemy żeby były nasze oszczędności, żeby lwia część wpadła do ZUS. Taki jest sens całej tej zmiany i nie po to ją ktoś przeprowadza, żeby większość została tam gdzie jest. To tak dla jasności. OFE mają swoje koszta i co niestety smutne mają kiepską rentowność, w sumie nieco lepszą niż typowy Polak na lokacie, ale jest źle. Obawiam się, że OFE zostaną koszta stałe, a znacząco ubędzie im środków do zarządzania. Prawdopodobne jest, że ich stopy zwrotu kapitału jeszcze bardziej spadną, o czym dowiemy się ka konferencji rządu, który na koniec doda „trza zlikwidować do końca”. Tym sposobem znów zdobędzie parę litrów kroplówki dla ZUS. Uczciwie pisząc, uważam, że tak właśnie wygląda plan wobec OFE i ich los jest przesądzony. Co zatem robić… to chyba bez znaczenia, chyba, że chodzi nam o manifest wolnościowy/polityczny czy jakikolwiek inny. Środki jakie teoretycznie mamy dostać od OFE będą tak niewielkie, że na wiele to nie wpłynie. Gdyby przy okazji tego transferu dać ludziom możliwość wolnego wyboru (to w demokracji niedopuszczalne) i możliwość wybrania zgromadzonych środków w gotówce mielibyśmy jasność. Zabrać ulokować samodzielnie w dowolny sposób i będzie to pewnie najrozsądniejsze. O wolności jednak możemy zapomnieć.

Wiem, że większość Czytelników spodziewa się na tym blogu opinii, żeby zostawić kasę w OFE, ale muszę Was zawieść. Uważam, że ta decyzja jest bez znaczenia, jeśli rząd przesunie środki do ZUS wszystkim, z wyjątkiem tych, którzy powiedzą „nie”, to nie powiem „nie”. Szkoda mi będzie czasu, na wysokości emerytury tego zapewne nie odczuję (o ile jej dożyję), bo OFE i tak znikną, a w międzyczasie mają duże szanse pogorszyć swoje wyniki finansowe. Wszystkich Tych, którzy zdecydują się pozostać w OFE bardzo szanuję, za podążanie niezgodne z prądem. Wszystkich tych, którzy pozostaną w OFE, żeby zaprotestować przeciwko zawłaszczaniu prywatnych pieniędzy przez rząd szanuję jeszcze bardziej. Najbardziej zaś szanuję tych, którzy postąpią w ten sposób żeby dołożyć cegiełkę do szybszego rozwalenia się ZUS. Ogółem każdą postawę na „nie” uważam za chwalebną. Ja osobiście swój prywatny wybór kieruję ku nie marnowaniu mojego czasu na swoje „nie”, a poświęcenie go na drogę ku finansowej niezależności.

Ciekaw jestem Waszych opinii, może ktoś przekona mnie do zmiany zdania. Sądzę, że wiele osób chciałoby zobaczyć jak zadecydują Czytelnicy bloga stąd ankieta, która być może pomoże komuś w podjęciu decyzji co zrobić. Udanej dyskusji.

Podczas zmiany w systemie emerytalnym...

  • pozostanę w OFE (49%, 343 Votes)
  • nie wiem (27%, 189 Votes)
  • przeniosę się do ZUS (24%, 169 Votes)

Total Voters: 701

Loading ... Loading ...

Opublikowano Finanse | Otagowano , , , , | 73 komentarzy

Największe oszustwo ekonomiczno-naukowe w historii świata – globalne ocieplenie

Wybaczcie dwie sprawy. Pierwsza miałem nie pisać – przepraszam nie wytrzymałem, chciałem pisać bez emocji przepraszam również nie wytrzymam. Temat jest oczywisty i przypomniał mi go Nigel Farage, z reguły udowadnia idiotom w Parlamencie Europejskim, że są bezmyślnymi biurokratami bez pojęcia o ekonomii. Cóż on w latach 90tych biegał po londyńskim City z 6kg telefonem komórkowym jako trader i potrafi w przeciwieństwie od zgromadzonych tam baranów odczytać podstawowe wskaźniki ekonomiczne, pewnie jest jedyną osobą na sali, która rozumie co to znaczy rentowność obligacji i to, że ta nie może rosnąć w nieskończoność bez bankructwa.

Oto filmik, który mnie postawił na baczność, tym razem o kłamstwie globalnego ocieplenia, zbierałem się w tym temacie od dawna, ale dopiero Nigel mnie zmobilizował.

YouTube Preview Image

Z uwagi na to, że poruszany temat jest mi bliższy niż większość rzeczy, o których z reguły piszę i wywołuje u mnie większe emocje nie mogę powstrzymać się od napisania paru zdań, może nawet trochę więcej. Oczywiście Nigel ma rację, globalne ocieplenie to bzdura, w sumie mógł mocniej argumentować, zdjęcie pokrywy lodowej rok do roku to oczywiście mocny argument (pokrywa lodowa powiększa się od jakiś 5 lat), przy czym w klimacie mamy pewne krótkie cykle 3-5-7 letnie i wypada spojrzeć na całość w dłuższej perspektywie. Argument jaki powinien paść to taki, że klimat ochładza się od 15 lat!!! a efekt jest taki, że konferencja w sprawie ocieplenia klimatu w Kopenhadze jakiś czas temu utknęła w zaspach śnieżnych!! O tym piszą światowe media Guardian, Forbes etc. tylko europejscy biurokraci dalej tkwią w tym bezczelnym kłamstwie. Bezczelny euroaparatczyk śmiał jeszcze Panu Farage powiedzieć, że 99% nauki popiera globalne ocieplenie, co przekracza wszelkie granice skurwysyństwa i jest tekstem godnym nazistowskiego ministra propagandy. Oczywiście jest zupełnie inaczej, słyszałem bezpośrednio opinie 3 polskich profesorów w tym zakresie (meteorologów lub klimatologów), którzy mieli w najlepszym razie zdanie takie, że nie jest to jednoznaczne i nauka nie jest co do tego zgodna. Swoją drogą jeden z nich wspomniał o recenzowaniu rozprawy doktorskiej, która w tytule miała ocieplenie na jednym z oceanów… no i właśnie wyszło, że coś słabo z tym ociepleniem.

Ludzie nie mają pojęcia o klimacie i meteorologii

Ludzie są w tym zakresie totalnymi analfabetami i choć o pogodzie gada każdy cieć z gospodynią domową pojęcie w tym zakresie mają promile społeczeństwa, gadać i pasjonować się tematem mogą jednak prawie wszyscy. Swoją wiedzę opierają zaś na „poglądach” pogodynek, które na 4 zdania robią 3 błędy merytoryczne, za to nogi mają super no i kiedyś wygrały konkurs piękności na ten przykład na Lubelszczyźnie. To tyle jeśli chodzi o ich kompetencje, efekty… efekty są proste, meteorolodzy nie oglądają prognoz pogody bo nie są w stanie tego znieść zaś gawiedź dokładnie odwrotnie. Skutkiem tego swołocz uważa, że boli ją głowa od niskiego ciśnienia atmosferycznego, bo to spadnie z 1013 hPa na 1008,9 hPa ( o 0,4%) i cieszy się, że to nie spadło na 994 hPa bo wówczas leżeliby nie mogąc nogą ruszyć i czekali na pogotowie. Swołocz nie wie jednak, że jak leci samolotem rejsowym to w kabinie (ze względu na różnice ciśnień na dużej wysokości) od wysokości 2000 metrów w górę utrzymywane jest ciśnienie wysokości 750 hPa i jakoś nikt nie umiera. Skąd taka opinia pośród ogółu – proste słyszeli to ponad 100 razy w prognozie pogody, niunia wyraźnie tak powiedziała, spada ciśnienie będziemy czuć się źle. Tymczasem podstawowa książka z zakresu meteorologii sprzed 90 lat pisząca o polu elektrycznym atmosfery i jego bardzo dużym zróżnicowaniu przez pogodynki nie jest rozpoznawana jako potencjalne źródło czegokolwiek w bioklimatologii i pogodzie poza wyładowaniami atmosferycznymi. Nie jest i być nie może, bo przecież dziewoje nie mają żadnych kompetencji w tym zakresie, a skoro nie mają kompetencji to lud na podstawie ich mniemania o szminkach i modnej bieliźnie wyrobi sobie pogląd na sprawy pogody, klimatu itp.

Z tego punktu sprawa wygląda jasno. Lud pasjonuje się tematem, ale nie ma o nim żadnego pojęcia, a to przecież ma wpływ na życie każdego człowieka na planecie. Idealne pole do popisu. Zatem choć średnia temperatura na planecie zmieniała się bardzo znacząco, w okresie, gdy jedynym wpływem człowieka było rozpalenie trzech tysięcy ognisk wieczorową porą (czyli człowiek nie mógł mieć na nią wpływu) ludzkość nagle została przekonana, że tym razem to człowiek wpływa na klimat. Generalnie z dużą swobodą dowiadujemy się, że raz klimat się ociepla, a raz ochładza. W istocie żyjemy aktualnie w okresie interglacjału tj. ocieplenia pomiędzy chłodnymi okresami, stąd ocieplenie to ostatnia rzecz, która spędzałaby mi sen z powiek.

źródło: link

Człowiek co wysoce prawdopodobne na ocieplenie wpływ ma w okolicach żadnego (w najlepszym razie sprawa jest wątpliwa i niejednoznaczna), ale jak widać na podstawie powyższych graficzek lubi ekscytować się, że klimat się ociepla, ochładza i na odwrót i znów to samo w losowej kolejności. Cóż jak zmieniała się temperatura (czasem bardzo znacznie bez wpływu człowieka na środowisko, który jest znaczący dopiero od mniej niż jednego wieku) można zobaczyć poniżej.

źródło: link

Jak widać zmienność imponująca, a każdy kto interesuje się historią widział obrazy przedstawiające Sekwanę pokrytą lodem wczesnym latem (mała epoka lodowcowa), ciekawe jaka to działalność człowieka doprowadziła do tego zalodzenia, pewnie na tacę za mało dawano. Cóż teraz mamy sytuację, w której to mniej więcej od roku 1950 do 2000 odnotowywano wzrost temperatury i to znaczny… nic nadzwyczajnego i brak dowodów, abyśmy mieli z tym cokolwiek wspólnego. Stąd naukowcy licznie protestują przed opinią jakobyśmy mieli globalne ocieplenie i czynią to na ten przykład tak (link):

„the claim of consensus is fake, designed to stampede you into actions that will cripple our economy, and which you will regret for many years.(…)
We know of no evidence that any of the “leaders” of the scientific community who signed the letter to you ever asked their memberships for their opinions, before claiming to represent them on this important matter.
We also note that the American Physical Society (APS, and we are physicists) did not sign the letter, though the scientific issues at stake are fundamentally matters of applied physics. You can do physics without climatology, but you can’t do climatology without physics.”

Tak wiem, jeden z sygnatariuszy pracuje dla koncernu naftowego, problem jest taki, że nie odstawiamy ropy, jesteśmy po peak oil, a polscy profesorowie, których opinie słyszałem z całą pewnością dla takich koncernów nie pracują. Dla koncernów naftowych to nic nie zmienia one i tak nie są już w stanie zwiększać wydobycia, co ja piszę, utrzymywać go na tym samym poziomie, ropy jest co raz mniej.

Przy okazji zwróćcie uwagę, że wykresy, które mają potwierdzać globalne ocieplenie z reguły kończą się w roku 2000, wtedy mniej więcej temperatura przestała rosnąć:)

O co zatem chodzi

:) Jak zawsze o pieniądze. O pompowanie kasy w dotowanie zielonej energii, która jest mało efektywna, ma fatalną rentowność, jest bardzo droga, a jak już zużyją się turbiny wiatrowe to trafiają na cmentarzyska i zanieczyszczają środowisko, po tym jak wcześniej zabijały ptaki i szpeciły krajobraz. Biznes jest na tym przedni, miliardy Euro dotacji dla firm, wspieranie przeróżnych form eko-energetyki (podoba mi się tylko mała energetyka wodna w tej kategorii), spośród której dla ciężkiego przemysłu zastosowanie ma w zasadzie tylko geotermalna. Co lepsze jak natłucze się ludziom do głowy, że trzeba z czymś walczyć to można ich opodatkować i obłowi się kolejna banda biurokratów bo dochodzimy do pełnego cyklu. Otóż dochodzimy do opodatkowania wszystkiego co jest powiązane z emisją dwutlenku węgla (nawet mających gazy krów – to nie żart), choć na ocieplenie atmosfery jeśli już, wpływa para wodna, a nie CO2. Zatem podatek, redystrybucja, dotowanie wybranych, nieefektywnych form pozyskiwania energii, full biznes na globalną skalę. Przy tej okazji ładowanie w to pieniędzy, w czasach kryzysu i zarzynanie gospodarki, co już zakrawa na sabotaż.

Jeszcze przydałby się jakiś Nobel przy tej okazji, Gore taki sympatyczny z twarzy jest w sumie, kręcimy film o globalnym ociepleniu i już lemingi przyklaskują. Trzeba tą nagrodę do czegoś wykorzystać zanim wszyscy się zorientują, że w przyszłości pokojowego Nobla damy Murzynowi pędzącemu od wojny do wojny w imię pokoju rzecz jasna i już każdy będzie wiedział, że dajemy ją dla jaj.

Wszystkim samodzielnie myślącym proponuję wyszukiwarkę i hasło „global warming” z dopiskami „scam”, „swindle”, „hoax” znajdziecie dużo tekstów na podstawowym poziomie, z podstawowymi argumentami, które wydają się habilitacją przy informacjach serwowanych w mediach na poparcie tezy o globalnym ociepleniu podatków powiązanych z globalnym ociepleniem, podczas gdy temperatura od kilkunastu lat spada.

Dziękuję za uwagę miłego protestowania.

http://scottthong.files.wordpress.com/2007/07/winterblunder.jpg

PS wszystkich zapaleńców, którym klimat się ociepla z powodu człowieka proszę o dorysowanie mi działalności człowieka z emisją CO2 w okresach zwyżek temperatury na tym wykresie – link.

Opublikowano Inne, Polityka | Otagowano , , , , | 46 komentarzy

Złota agitacja

Postaram się wykorzystać dzień wolnego i poświęcić chwilę również na króciutki wpis, zwłaszcza, że co do meritum dotyczy ona podsunięcia Czytelnikom rzeczy, które są dostępne w sieci i na które wypada zwrócić uwagę. Nie mam pojęcia dlaczego tak trudno zabrać mi się za pisanie, być może to dlatego, że od dawna nie pisałem niczego w takiej blogowej formie, z drugiej strony depresyjnie mogła podziałać na mnie pogoda lub ślub Tatiany Okupnik, cóż żyć jakoś trzeba.

Poniżej znakomity, krótki filmik z kategorii agitujących za ochroną kapitału w formie fizycznego złota (thx, Johnny, widzę jak mnie planowo wkręcasz do powrotu do aktywności na blogu). Ma on tą wyjątkową cechę, że mówi bardzo dużo, w krótkim czasie i niezwykle prosto. Analogia do tonącego statku i szalup wydaje się być wyjątkowo trafna, prosta do przyswojenia i trafiająca do wyobraźni osób nawet kompletnie niezainteresowanych sprawami ekonomicznymi. Pod tym względem filmik ten jest rewelacyjny, być może najlepszy w tej kategorii spośród wszystkiego co do tej pory widziałem. Zachęcam, zwłaszcza, że to tylko coś ponad trzy minuty.

YouTube Preview Image

Przy okazji ciekawy temat agitacji na rzecz złota. Wielu goldbugów dość aktywnie próbuje ratować swoich bliskich przed finansowym armagedonem i przekonywać do wychodzenia z systemu bankowego. Inną kwestią jest to czy czas pokaże, że mieliśmy rację, czy też nie. Temat nie jest łatwy i nie raz czytałem pełnie irytacji opinie Czytelników, którzy nie mogli nikogo przekonać np. do złota, bo nie ma nic pewniejszego niż bank i papierek z orzełkiem. Cóż dla osób podejmujących próby w tym kierunku powyższy filmik może być pewną opcją do wykorzystania. Przy okazji na pocieszenie dodam, że sam mam wśród bliskich dość mizerne rezultaty zatem proponuję się nie wypalać, a co najwyżej co jakiś czas podsunąć jakieś linki z 1-2 zdaniowym komentarzem. Człowiek do pewnych wniosków i decyzji musi dojść sam, zrozumieć, a nachalne przekonywanie kogoś jeszcze podszyte teorią spiskową lub kilkoma to tylko zszargane nerwy i przypięta łatka oszołoma. Inna sprawa, że wiele osób zawczasu słusznie o czymś mówiąca taką łatkę właśnie dostawała.

Przy okazji zwrócę uwagę na inną informację, którą czytałem wczorajszego ranka na ekonomicznym pudelku świata tj. Zerohedge. Pokazuje ona jak wydarzenia w Polsce rozumiane są z odległej perspektywy i jak oczywistym są działaniem. Pokazuje ona również jak zręcznie media i politycy w naszym kraju złodziejstwo na własnym narodzie przedstawiają jako na ten przykład reformę czy też porządkowanie bałaganu. Sprawa dotyczy zagrabienia środków z OFE celem krótkookresowego podratowania sytuacji w ZUS i pośrednio budżecie państwa. Swoją drogą jak przy tej okazji oglądam (rzadko) polityków opowiadających, że to dobre dla ludzi, że to usprawnienie, którzy przy tej okazji mówią cokolwiek o tym, że ZUS zarządza/inwestuje te pieniądze bezpieczniej to się zastanawiam. Rozważam, czy Ci politycy są bezgranicznymi idiotami, czy za takich mają wyborców i przyznam, że nie wiem, która z tych opcji jest prawdą. ZUS nie zarządza żadną kasą, on nie ma żadnych pieniędzy jest tylko przekaźnikiem pieniędzy do wypłat, to nie jest instytucja inwestująca pieniądze przyszłych i obecnych emerytów – tych pieniędzy nie ma. Główna oś działania tej instytucji sprowadza się do informowania ile pieniędzy zabraknie, żeby w kolejnym miesiącu wypłacić emerytury i podciągać kasę od państwa (czas ratując się nawet komercyjnymi kredytami), żeby podtrzymać ciągłość wypłat rent i emerytur. Z odrobiną radości przyjąłem fakt, że czasem można usłyszeć polskich ekonomistów, którzy całą operację nazywają złodziejstwem na społeczeństwie.

Z perspektywy Zachodu całość jest jednoznaczna, wali się budżet w kolejnym kraju i mamy inny wariant cypryjskiej konfiskaty pieniędzy ludzi. Do tego mniej więcej sprowadza się poniższy cytat (źródło – link).

Poland
For years, there have been rumors that someday the U.S. government would raid private pension funds.
Well, in Poland it just happened.
According to Reuters, private pension funds were raided in order to reduce the size of the government debt…
Poland said on Wednesday it will transfer to the state many of the assets held by private pension funds, slashing public debt but putting in doubt the future of the multi-billion-euro funds, many of them foreign-owned.
The Polish government is doing the best that it can to make this sound like some sort of complicated legal maneuver, but the truth is that what they have done is stolen private assets without giving any compensation in return…
The Polish pension funds’ organisation said the changes may be unconstitutional because the government is taking private assets away from them without offering any compensation.
Announcing the long-awaited overhaul of state-guaranteed pensions, Prime Minister Donald Tusk said private funds within the state-guaranteed system would have their bond holdings transferred to a state pension vehicle, but keep their equity holdings. (…)

Tekst jest oczywiście pewnym uproszczeniem i przestrzegam przed zbytnim poleganiem na Zerohedge, gdzie w poszukiwaniu sensacji czasem zbyt daleko oddalają się od prawdy, ale co do meritum podpisuję się. Zaprawdę ciekawa sprawa, na świecie najpoważniejsze tytuły (nie Zerohedge) rozdzierają szaty na złodziejstwem i konfiskatą przeprowadzaną przez polski rząd, gdy tymczasem w kraju rodzime media zachowują się jak na rangę wydarzenia niezwykle powściągliwie utrzymując populację w błogim spokoju.

PS Nie, nie wróciłem do aktywnego blogowania.
Opublikowano Polityka, Wydarzenia, Złoto | 22 komentarzy

Srebra mniej niż złota – fakty i mity

Wpis gościnny autorstwa Johnnego prowadzącego porównywarkę cen metali szlachetnych CenyZlota.pl.

Srebra mniej niż złota – fakty i mity

Od dawna silverbugi w blogosferze powtarzają plotkę, jakoby srebra na ziemii pozostało mniej niż złota. Złoto leży sobie bezpiecznie w bankach. Srebro jest tymczasem non-stop zużywane w przemyśle i zostało go już niewiele. Mówił o tym nawet Mike Malloney więc to musi być prawda, prawda?

Niestety mam alergię na twierdzenia podawane bez wspierających je faktów (paskudna alergia, wszystkie kościoły mnie nienawidzą). W żadnym artykule nie spotkałem sensownych źródeł tej rewelacji. Najlepsze co znalazłem to wskazanie na inne źródła, które również nie wskazują źródeł. Nie wiem więc czy to fakt, czy tylko plotka powtarzana tysiące razy.

Mówię więc „sprawdzam”, wykładamy karty na stół i liczymy czyje jest na wierzchu. W wyliczeniach będę podawał źródła.

Obliczenia

Jeśli nie przepadasz za matematyką, możesz pominąć tą część i przeskoczyć od razu do wniosków. Z drugiej strony jeśli boisz się liczb to co robisz na blogu ekonomicznym? 😉

Zacznijmy od tego, ile złota i srebra wydobyto w ogóle. Różne źródła podają nieco różne wartości jednak całe sebro kiedykolwiek wydobyte waha się pomiędzy 40 i 49 miliardów uncji. Przyjmijmy średnio 44.5 mld uncji [1]. Tymczasem całkowita ilość wydobytego złota to między 4 a 4.30 miliardów uncji. Tu przyjmiemy średnią 4.25 mld.

Tu pojawia się pierwsza odpowiedź – stosunek wydobytego srebra do złota wynosi około 10:1. Historyczne wartości 15:1 są nieaktualne. Obecne ceny 59:1 mówią nam, że srebro jest mocno niedoszacowane (albo złoto przeszacowane).

Gdyby srebro nie było zużywane w przemyśle to taka informacja byłaby wystarczająca. Niestety sporo srebra jest tracone w tysiącach zastosowań, od medycyny po elektronikę. Może faktycznie zużyto go aż tyle? Może zostało nam go o wiele mniej niż 4,25 mld uncji? Rzućmy okiem na tabelkę z podażą i popytem:

popyt i podaż srebro

Tabelkę zebrałem na podstawie danych Silver Institute oraz historycznych World Silver Survey. Udało mi się znaleźć dane tylko od 1994 roku. [2]

Zamiast dzielić dane na podaż i popyt popatrzmy się na nie inaczej. Podzielmy sobie dane na nowe srebro, które pojawia się w obrocie oraz na to, które znika z systemu.

Jedynym źródłem, z którego bierzemy nowe srebro są kopalnie (w tabelce na zielono). To jest to srebro, które faktycznie wpada do systemu. Cała reszta srebra po stronie popytu to metal, który został już kiedyś wydobyty a teraz tylko krąży, jest sprzedawany, przetapiany i odzyskiwany.

Jedynym kanałem, którym srebra ubywa jest zużycie w przemyśle i fotografii (w tabeli na czerwono). Na dodatek część tego srebra jest odzyskiwana i z powrotem trafia do obiegu. Nie udało mi się znaleźć wiarygodnych danych ile z odzysku to odzysk srebra przemysłowego a ile pochodzi z przetopu np. biżuterii. Niektóre źródła podają, że odzyskujemy z przemysłu 90% srebra, jednak dotyczy to czasów fotografii analogowej. Przyjąłem ostrożniej, że połowa odzyskanego srebra to metal z przemysłu, elektroniki itp. a druga połowa to przetop biżuterii i sztabek. Tej drugiej oczywiście nie możemy policzyć. W sumie więc bezpowrotnie tracimy to srebro, które idzie do przemysłu i nie jest potem odzyskiwane.

Cała reszta srebra nadal jest dostępna. Czy to w postaci inwestycyjnej czy jubilerskiej, to srebro jest w czyimś posiadaniu, może zostać sprzedane, przetopione i znów użyte. Srebrną monetę może kupić jubiler, który zrobi z niej kolczyki, te kolczyki kiedyś mogą trafić do jednej z firm wytapiających sztabki (takiej, jak opisywana tu niedawno Mazowiecka Mennica Inwestycyjna). Taka sztabka trafi do inwestora, który następnie sprzeda ją firmie produkującej komórki itd.

Teraz już możemy łatwo policzyć czy srebra przybywa czy ubywa. Po przeliczeniu dowiadujemy się, że od 1994 roku przybyło nam 3,026 mld uncji. Przypominam, całego złota istniejącego na powierzchni mamy nieco ponad miliard uncji więcej.

No tak, ale srebro istniało też przed 1994 rokiem. Ile go było? Spróbujmy oszacować ile co najmniej mieliśmy go wcześniej.

Do roku 2002 rządy wyprzedawały swoje srebro z magazynów praktycznie go nie skupując. Skoro nie kupowały przez ten czas, musiały kupić je wcześniej. Zbierając pozycję „Net Goverment Sales” od 1994 do 2002 mamy 422 miliony uncji.

Interesuje nas też odzysk srebra. Cykl życia komputera czy komórki to co najmniej dwa lata (na zachodzie, u nas pewnie więcej). Dodajmy do tego czas, kiedy elektronika leży w sklepie, wcześniej w fabryce. Na dodatek często używamy jej o wiele dłużej. Można przyjąć, że cały cykl od zakupu srebra przez fabrykę do momentu, gdy stary produkt trafia do recyklingu zajmuje średnio 5 lat. To oznacza, że co najmniej 5 pierwszych lat danych o odzysku w tabelce MUSI być odzyskiem srebra wydobytego przed 1994 rokiem. Sumując mamy 836 milionów uncji.

Mamy jeszcze jedną ciekawą pozycję: Implied Net Disinvestment (i odpowiadająca jej Implied Net Investment). Po naszemu nazwiemy to „Inne Źródła”. Twórcy zestawienia nie byli w stanie dotrzeć do każdej uncji srebra, która została sprzedana i kupiona na naszej planecie. Stąd gdy dane o popycie nie zgadzają się z danymi o podaży pojawia się właśnie ta pozycja po jednej lub drugiej stronie. Tu tak samo jak przy odzysku musimy oszacować, ile z tego srebra, które wzięło się z innych źródeł istniało przed rokiem 1994. Myślę, że też można założyć, że co najmniej pierwsze 5 lat to srebro, które zostało wydobyte przed zasięgiem naszej tabelki. Mamy więc dodatkowe 513 mln uncji.

Wniosek: Bzdura! Srebra jest więcej niż złota.

Po zebraniu danych wiemy, że przez ostatnie 19 lat przybyło nam 3,026 mld uncji a wcześniej istniało co najmniej 1,77 mld. Na ziemii mamy więc co najmniej 4,79 mld uncji srebra, o ponad 500 milionów więcej niż złota.

W szacunkach wziąłem tylko te dane, które wyliczyłem z dostępnych źródeł. Zdrowy rozsądek matematyczno-statystyczny podpowiada nam, że srebra zapewne jest o wiele więcej. Inaczej przez poprzednie lata zużycie przemysłowe musiałoby być tak ogromne, że wchłonęło pozostałe 39,7 miliardów uncji srebra.

Ile więc faktycznie jest srebra?

Gdy już miałem spędzić następne dni na googlaniu, układaniu tabelek i liczeniu trafiłem na artykuł[3]. Autor również rozprawił się z mitem srebra rzadszego od złota ale innymi metodami. Nie znalazłem zasadniczych błędów w jego rozumowaniu więc mogę spokojnie cytować, bez obaw, że powtarzam bzdurę:

Obecny stosunek ilości srebra do złota nad ziemią wynosi:

5.88 do 1

Na każdą uncję złota przypada niemal 6 uncji srebra.

A więc kupować czy sprzedawać?

Skoro to nieprawda, że srebra jest mniej niż złota to co dalej? Czy już pozbywać się naszych sreberek bo fundamenty okazały się inne, niż myśleliśmy?

Nie sądzę. Obaliliśmy jedynie popularny mit. Gdy piszę ten artykuł stosunek ceny obu metali to 1:59. Jeśli cena maiłaby mieć jakiekolwiek powiązanie z rzeczywistością to srebro musi pójść do góry lub złoto w dół i to o 10 razy. Nie chce mi się wierzyć w złoto po 135 dolarów.

Różne szacunki podają na dodatek, że na 1 uncję złota fizycznego przypada 9 uncji papierowego. Gdyby ceny mialy mówić prawdę, to złoto powinno wskoczyć na 12 150 USD a srebro byłoby po 2000 dolarów za uncję.

Taka wizja jest tak samo atrakcyjna jak i błędna. Nikt już dziś nie wierzy, że ceny metali nie są manipulowane przez dużych graczy. Może nas czekać ostry wzrost albo kolejny dołek. Co się stanie w przyszłości – nie wiem. Zakładam, że w pewnym momencie machina manipulacji pęknie i metale zaczną wracać do fundamentów. Czy będzie tak w przyszłym roku czy za 10 lat – można tylko zgadywać.

Źródła
[1]
www.gold-eagle.com/article/worlds-cumulative-gold-and-silver-production
http://seekingalpha.com/article/393651-silver-and-gold-trading-the-ratio
http://www.silverinsights.com/_pages/_statistics/statistics_1.html
[2]
http://www.edsonpr.com/NEWS/World%20Silver%20Survey%202004.pdf
https://www.silverinstitute.org/site/supply-demand/
[3] http://www.silverbearcafe.com/private/deficit2.html
Opublikowano Srebro, Wydobycie, Złoto | Otagowano , , , | 29 komentarzy

Goldon recenzja

Słowo wyjaśnienia

Z blogowej nieaktywności wyrwał mnie mailem prywatnym Johnny (na blogowego nie zaglądałem już bardzo dawno) czyli autor współpracującej z nami porównywarki. Jako, że dotarły do mnie tą drogą głosy troski, o to co się ze mną dzieje zmobilizowałem się do wpisu.

Owszem były wakacje i miałem przerwy z tym związane, ale przyznam, że hejterzy latem doprowadzili mnie do wniosku, że szkoda marnować swój czas (prowadzenie bloga) dla niektórych ludzi. Blog nie jest prowadzony komercyjnie stąd to zawsze było zajęcie dodatkowe, które z czym trzeba się liczyć może zostać odsunięte na dalszy plan. Postanowiłem wrócić do zajęcia z kategorii rozwój własny/edukacja, któremu poświęcam aktualnie większość swojego wysiłku poza sferą zawodową. Stąd brak czasu, a za sprawą części czytelników motywacji do pisania. Nie wykluczam, że za jakieś pół roku wrócę tu do aktywności, stąd zostawiam sobie furtkę. Bloga podtrzymuję również choćby dlatego, że nawet w sytuacji takiej jak teraz, gdy nic nie piszę, odnotowuję około tysiąca odwiedzin dziennie. Ot, stare wpisy są wciąż źródłem informacji, dla ludzi szukających ich głównie w tematyce metali w formie fizycznej.

To było wyjaśnienie dla dopytujących się o mnie – uspokajam, mam się dobrze, a zajęcie, któremu poświęcam mój wolny czas daje mi dużo satysfakcji.

Goldon

Powrót do meritum po przydługim i nieinteresującym wszystkich wstępie nie na temat:)

Nigdy żadnemu dealerowi nie daliśmy rekomendacji pozytywnej, ale przyznam, że ten mały, niepozorny dealer plasuje się w mojej prywatnej ścisłej czołówce jeśli chodzi o ocenę ich usług. Określenie dealer metali szlachetnych w tym przypadku jest trochę na wyrost, firma sprzedaje tylko złoto lokacyjne (i numizmatykę) i nie uświadczysz tam srebra. Skala prowadzonej działalności też jest mała, jest to punkt bliższy kantorowi, niż dealerowi metali szlachetnych, ot, pokój naprzeciw windy w budynku na Hożej w Warszawie. Mała, chyba jednoosobowa spółeczka, koncentrująca się na sprzedaży przez internet, która ma jednak kilka solidnych plusów.

Bardzo podobają mi się ich ceny złota, w ostatnim czasie najczęściej 2. pozycja w porównywarce. Generalnie najlepsze ceny oferowali ostatnio Bessergold, Goldon i PMI przez Starą Mennicę. Widzę, że pojawił nam się debiutant Bullion Coins (również w W-wie) i będzie okazja zobaczyć, czy utrzyma się on w czołówce cenowej na dłużej oraz jakie recenzje zbierze sklep. W czasie, gdy miałem okazję odwiedzić Goldon był to zdecydowanie najtańszy dealer w Warszawie, a jak wiecie, sugeruję odwiedziny u dealera osobiste, bez przelewów, za to z suwmiarką, wagą i rękawiczkami. Widać, że Goldon nastawia się na handel w internecie, jest tutaj w wąskiej grupie dealerów, którzy sprzedają towar, który mają pod ręką, a nie tych, którym wpłacamy pieniądze i czekamy 14 dni na wysyłkę i to jeszcze 14 dni roboczych, bo przecież dealer w tym czasie musi mieć czas na sprowadzenie towaru z Niemiec. Tu towar jest na miejscu, wysyłka w 1-3 dni – takich dealerów mamy może ze trzech na polskim rynku. Tutaj dodatkowo atrakcyjne ceny.

Na miejscu, żadnych problemów z obejrzeniem, ważeniem, mierzeniem towaru, ba zapominalskim właściciel nawet użyczy suwmiarki, choć lepszy byłby grubościomierz. Właściciel kompetentny i merytoryczny. Swoja drogą podzielałem jego ocenę naszego rynku i typowych błędów klientów.  Na plus dodam jeszcze, możliwość zablokowania ceny przez telefon i tym samym zablokowania dla nas na te parę godzin towaru, żeby ktoś w międzyczasie nas nie podkupił. Właściciel skupuje złoto lokacyjne, ale niestety liczy sobie dość dużo, tzn. oferuje ceny na 1 uncji 200-250 PLN poniżej tych dla sprzedaży (to już na minus).

W mojej ocenie solidny punkt i dobry adres do rozważenia dla szukających dealera złota z dobrymi cenami w Warszawie. Każdy ma jednak swój rozum i rzecz jasna nie polecam sprzedawcy rekomendacją pozytywną (swoją drogą w mojej ocenie nikt w PL na aż takie wyróżnienie nie zasługuje).

Disclaimer: To nie jest reklama, nic nie mam z tego wpisu, a właściciel Goldon.pl nawet nie wie, że się ukaże, w sumie nie wiem czy nas czyta.
Opublikowano Dealerzy metali | Otagowano , , , | 11 komentarzy